- Źle wyglądasz – Elizabeth Mavel
spojrzała z troską na swoją młodszą siostrę, siedzącą obok.
- Patrz lepiej na jezdnię, a nie na mnie…- mruknęła dziewczyna w odpowiedzi, przeczesując ręką swoje jasne
włosy. – To tylko zmęczenie…
- Kiedy ostatnio przespałaś noc?
Odpowiedziało
jej wymowne milczenie. Lizzie zacisnęła mocniej dłonie na kierownicy i westchnęła
głęboko. Starała się jak mogła, wspierając Cass w ostatnich tygodniach, ale nie
dawało to żadnych efektów. Dziewczyna zamknęła się w sobie i traktowała wszystkich
jak powietrze. Jeszcze wczoraj Elizabeth była przekonana, że wszystko będzie
dobrze i z uśmiechem przekonywała rodziców, że zmiana otoczenia to najlepsze co
mogą zrobić dla Cassandry. Teraz jednak poczuła się niepewnie.
- Damy sobie radę, Młoda…
- No jasne – nie zabrzmiało to
przekonująco.
- Zobaczysz, ty trochę
odpoczniesz, a ja napiszę artykuł na miarę Pulitzera.
Cassie
pokręciła rozbawiona głową.
- Nie ma to jak skromność…
- Zobaczysz…To
miasto skrywa tajemnicę, mam przeczucie.
Cassandra zmarszczyła brwi.
- Ty i te twoje
przeczucia. Narobisz sobie problemów. Ja nie mam zamiaru w nic się pakować.
- Przecież cię o
to nie proszę – Lizzie przewróciła oczami. – Ty masz wypocząć. A ja będę sobie
robić wrogów.
Młodsza Mavel nic nie powiedziała.
Wiedziała, że kiedy siostra sobie coś ubzdura nikt jej od tego nie odwiedzie. Była
ogromnie ciekawska i wszędzie widziała spiski. W dzieciństwie oglądała za dużo
seriali kryminalnych.
- No to mów. Jaka to sprawa?
- Raczej sprawy – Elizabeth położyła specjalny nacisk na drugie słowo. – Konkretnie dziesiątki nierozwiązanych. W tym morderstw, zaginięć i porwań. I to z ostatnich lat.
- Raczej sprawy – Elizabeth położyła specjalny nacisk na drugie słowo. – Konkretnie dziesiątki nierozwiązanych. W tym morderstw, zaginięć i porwań. I to z ostatnich lat.
- Może po prostu
szeryf jest totalnym kretynem? – Cassie wzruszyła ramionami.
- Też na
początku tak myślałam, ale niedawno stanął przed komisją i jakoś udało mu się
zachować posadę. Więc nie może być taki beznadziejny. Nie wiem co się dzieje w
tym mieście, ale ja to odkryję – starsza Mavel odgarnęła z czoła kilka ciemnych
kosmyków, które wymknęły się z luźnego koka. – Za chwilę będziemy na miejscu.
Minęły tabliczkę „Witamy w Beacon
Hills”.
Blog zapowiada się ciekawie. :)
OdpowiedzUsuńNie ukrywam, zaintrygował mnie szablon z Stilesem. Mam taką małą prośbę, jeżeli byłaby opcja dałabyś radę dodać obserwatorów? Po prostu wtedy wiedziałabym kiedy dodajesz nowy rozdział. Chyba, że mogłabyś mi pisać na fb z stronki zawsze gdy pojawi się nowy rozdział. (Witam adminkę Banshee. :D )
Ogółem nigdy nie czytałam opowiadań o takiej tematyce (dochodzenia i w ogóle), ale może mnie zaciekawi. Mam nadzieję, że będzie dużo Stilesa, haha.
Pozdrawiam i życzę weny. ;*
Pewnie, całkowicie zapomniałam o obserwatorach! Już dodaję :)
UsuńDziękuję. ♥
UsuńOpowiadanie zapowiada się naprawdę ciekawie. Podoba mi się sposób, w który piszesz. Lekko i spójnie, więc czyta się z wielką przyjemnością. Bardzo zaintrygowała mnie postać młodszej Mavel. Jestem ciekawa dlaczego jej bliscy stwierdzili, że potrzebna jest jej zmiana otoczenia i dlaczego jest taka niewzruszona na wszystko, co ją otacza. Zyskałaś właśnie kolejnego czytelnika (;
OdpowiedzUsuń