niedziela, 16 marca 2014

Prolog

- Źle wyglądasz – Elizabeth Mavel spojrzała z troską na swoją młodszą siostrę, siedzącą obok.
- Patrz lepiej na jezdnię, a nie na mnie…- mruknęła dziewczyna w odpowiedzi, przeczesując ręką swoje jasne włosy. – To tylko zmęczenie…
- Kiedy ostatnio przespałaś noc?
            Odpowiedziało jej wymowne milczenie. Lizzie zacisnęła mocniej dłonie na kierownicy i westchnęła głęboko. Starała się jak mogła, wspierając Cass w ostatnich tygodniach, ale nie dawało to żadnych efektów. Dziewczyna zamknęła się w sobie i traktowała wszystkich jak powietrze. Jeszcze wczoraj Elizabeth była przekonana, że wszystko będzie dobrze i z uśmiechem przekonywała rodziców, że zmiana otoczenia to najlepsze co mogą zrobić dla Cassandry. Teraz jednak poczuła się niepewnie.
- Damy sobie radę, Młoda…
- No jasne – nie zabrzmiało to przekonująco.
- Zobaczysz, ty trochę odpoczniesz, a ja napiszę artykuł na miarę Pulitzera.
            Cassie pokręciła rozbawiona głową.
- Nie ma to jak skromność…
- Zobaczysz…To miasto skrywa tajemnicę, mam przeczucie.
            Cassandra zmarszczyła brwi.
- Ty i te twoje przeczucia. Narobisz sobie problemów. Ja nie mam zamiaru w nic się pakować.  
- Przecież cię o to nie proszę – Lizzie przewróciła oczami. – Ty masz wypocząć. A ja będę sobie robić wrogów.
            Młodsza Mavel nic nie powiedziała. Wiedziała, że kiedy siostra sobie coś ubzdura nikt jej od tego nie odwiedzie. Była ogromnie ciekawska i wszędzie widziała spiski. W dzieciństwie oglądała za dużo seriali kryminalnych.
- No to mów. Jaka to sprawa?
- Raczej sprawy – Elizabeth położyła specjalny nacisk na drugie słowo. – Konkretnie dziesiątki nierozwiązanych. W tym morderstw, zaginięć i porwań. I to z ostatnich lat.  
- Może po prostu szeryf jest totalnym kretynem? – Cassie wzruszyła ramionami.
- Też na początku tak myślałam, ale niedawno stanął przed komisją i jakoś udało mu się zachować posadę. Więc nie może być taki beznadziejny. Nie wiem co się dzieje w tym mieście, ale ja to odkryję – starsza Mavel odgarnęła z czoła kilka ciemnych kosmyków, które wymknęły się z luźnego koka. – Za chwilę będziemy na miejscu.
            Minęły tabliczkę „Witamy w Beacon Hills”.

4 komentarze:

  1. Blog zapowiada się ciekawie. :)
    Nie ukrywam, zaintrygował mnie szablon z Stilesem. Mam taką małą prośbę, jeżeli byłaby opcja dałabyś radę dodać obserwatorów? Po prostu wtedy wiedziałabym kiedy dodajesz nowy rozdział. Chyba, że mogłabyś mi pisać na fb z stronki zawsze gdy pojawi się nowy rozdział. (Witam adminkę Banshee. :D )
    Ogółem nigdy nie czytałam opowiadań o takiej tematyce (dochodzenia i w ogóle), ale może mnie zaciekawi. Mam nadzieję, że będzie dużo Stilesa, haha.
    Pozdrawiam i życzę weny. ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Opowiadanie zapowiada się naprawdę ciekawie. Podoba mi się sposób, w który piszesz. Lekko i spójnie, więc czyta się z wielką przyjemnością. Bardzo zaintrygowała mnie postać młodszej Mavel. Jestem ciekawa dlaczego jej bliscy stwierdzili, że potrzebna jest jej zmiana otoczenia i dlaczego jest taka niewzruszona na wszystko, co ją otacza. Zyskałaś właśnie kolejnego czytelnika (;

    OdpowiedzUsuń